poniedziałek, 23 maja 2016

Prolog

Rune stała nieśmiało koło matki przystrojonej w sukienkę z pędów wnykopieńków. Od małego rodzice opowiadali jej o ich Hogwardzkich przygodach łącznie z pierwszą podróżą pociągiem. Według ich przekonywań (nawet jej ekscentrycznej matki) ludzie byli mili i otwarci, szczególnie ci, którzy nie znali nikogo innego. Trzeba w końcu się z kimś przyjaźnić, a nie znając nikogo wybór nie był zawsze oczywisty.
Mimo wszystko Rune przeżywała chwilę stresu. Kojarzyła parę osób (w tym jej młodszych braci  Lorcana i Lysandra, z czego nie była wcale dumna), zwłaszcza dzieci znajomych jej rodziców. Małych Wesleyów i Potterów, a także młodego Malfoy'a, choć w sumie kompletnie nie miała z nim nawet najmniejszego kontaktu i nie była do końca pewna, jak wygląda.
Pewnie dlatego teraz stojąc na nogach z waty ruszyła nieco chwiejnie w kierunku najbliższego wagonu, dzielnie pchając przed sobą wielki kufer oraz klatkę ze Shirą - jej wielką płomykówką, którą dostała na jedenaste urodziny. Przez jej głowę gnało tysiące myśli. Czy trafi do Ravenclawu, tak jak jej matka? Może jest na to za głupia? Czy znajdzie sobie przyjaciół? Czy nie zgubi się przy pierwszej okazji w Zakazanym Lesie?
Kiedy dotarła wreszcie do schodków prowadzących do pociągu cała była zlana potem.
- Pa mamo! Widzimy się na przerwie świątecznej - powiedziała zwracając się do jasnowłosej kobiety o rozmarzonym spojrzeniu, które teraz skupiło się na twarzy Rune, dodając jej tym samym otuchy.
- Oczywiście. Wszystko będzie w porządku. W Hogwarcie mają świetny budyń - zapewniła Luna Scamander uśmiechając się łagodnie i uwidaczniając przy tym kurze łapki w kącikach jej wielkich oczu - Kocham cię,
- Ja ciebie też.
Po pocałowaniu matki w policzek drobna blondynka z błękitnymi jak bezchmurne niebo oczami weszła do wagonu pewnie stąpając na małych stópkach w skórzanych ciżemkach. Ruszyła wzdłuż pociągowego korytarza przeszukując wzrokiem kolejne przedziały i usiłując znaleźć na taki, który przypadłby jej do gustu. Kiedy po przejściu w tę i z powrotem niemal całego sektoru, w którym cisnęli się pierwszoroczni miała się poddać i zdać się na los, nagle ktoś zupełnie nieoczekiwanie otworzył drzwi jednego z przedziałów z siłą odrzutu o mocy stu rozpędzonych na kolejne górskiej testrali i uderzył prosto w klatkę ze śpiącą Shirą jak i tors nieszczęsnej Rune, która niespodziewanie znalazła się na równym poziomie z podłogą ruszającego właśnie pociągu.
Nieco oszołomiona uniosła się na rękach i rozejrzała za osobą, która ją przewróciła.
- Tak mi przykro! Żyjesz jakoś? - przed jej twarzą pojawiła się pomocna dłoń - Często zdarza ci się witać z podłogą w nowym miejscu?
- Robię to hobbystycznie...
Tak właśnie Rune poznała Albusa Severusa Pottera.

________________

Hej, hej! Pisanie prologów to nie jest mój konik, definitywnie. Mimo wszystko mam nadzieję, że wam się spodobał! Jeżeli tak, serdecznie zapraszam na pierwszy rozdział, który pojawi się w środę o 17.00 (co tydzień o tej godzinie będzie nowy post :3) i serdecznie proszę o rozsyłanie mojego opowiadania znajomym (a nuż im się spodoba?)! :D 

Z góry dziękuję wszystkim za wszelką aktywność na tym blogu! Komentarze mile widziane :)

Wasza PozytywniePomyluna xx

ps. Jakby ktoś się znał na robieniu szablonów, lub znał kogoś kto się zna, to proszę serdecznie o info. Kocham was :') 

3 komentarze:

  1. Scatter forever!!!!!1!!11!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Prolog przyjemny do czytania i lekko wprowadza w to opowiadanie, które na pewno ciekawie rozwiniesz i niejednokrotnie ukażesz w nim swoje poczucie humoru. :3
    Czekam na pierwsze rozdziały ^^
    Kocham xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciżemki! ^^
    Tak ogólnie to jest świetnie, utożsamiam się z Rune na poziomie duchowym i nie mogę doczekać się kolejnych części. My ciebie też kochamy! :D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy